10 lutego 2020

"Sześć dni w Leningradzie" Paullina Simons

Tytuł oryginału: Six days in Leningrand
Tłumaczenie: Katarzyna Malita
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 31 sierpnia 2017
Seria: Mistrzyni opowiadania pięknych historii
Liczba stron: 368
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Moja ocena: 3/6







    Paullina Simons urodziła się w Leningradzie, ale w 1973 roku jako dziesięcioletnia dziewczynka wyjechała wraz z rodziną ze Związku Radzieckiego; jak sądziła, na zawsze. W 1998 roku wróciła jednak, żeby zbierać materiały do powieści Jeździec Miedziany. Podczas sześciu dni pobytu w Petersburgu towarzyszył jej ojciec, Jurij Handler, szef sekcji rosyjskiej Radia Wolna Europa. Dla obojga była to podróż sentymentalna: powrót do dawnych, dobrze znanych miejsc i spotkania z przyjaciółmi. W rodzinnym mieście Paullina uświadomiła sobie, że tak naprawdę Leningrad będzie nosić w sobie do końca życia, bo choć w młodości rozpaczliwie starała się zostać Amerykanką, jej dusza pozostała rosyjska.

źródło opisu: literia.pl


    Zacznę od tego, że przeczytałam całą trylogię Jeźdźca miedzianego, już jakiś czas temu i od tego czasu jakoś się nie złożyło, abym sięgnęła po jakąś inną książkę tej autorki. Kiedy wpadła mi w ręce ta, o której właśnie piszę, pomyślałam czemu nie, może być ciekawa. Biorąc pod uwagę, że zakwalifikowana jest do gatunku nie tylko literatura obyczajowa, ale i romans to pomyślałam, że w tym Leningradzie coś się wydarzy, dojdzie do płomiennego romansu itd., ale nic takiego nie nastąpiło. 
    Mamy tutaj do czynienia z podróżą sentymentalną do Rosji, obfitującą w liczne opisy zabytków, infrastruktury i życia ludności mieszkającej w Rosji. Jest to raczej relacja z podróży w postaci powieści, niż opowieść fabularna z wątkiem miłosnym, bo żadnego, ale to żadnego wątku miłosnego tam nie ma. Jedyna miłość jaką możemy poczuć to miłość ojcowska, gdyż spotykamy się tu z licznymi opisami relacji Pauliny z ojcem. Książka jest bardzo dokładnym opisem z podróży w rodzinne strony autorki i zbieraniem materiałów do swojej powieści "Jeździec miedziany". To opis dokładnie każdego dnia spędzonego w Rosji. Owszem Paulina przeżywa szereg emocji, powracając do kraju, w którym się urodziła, ale aż tak mnie to nie ciekawiło. 
    Zdecydowanie uważam, iż jest to powieść dla zagorzałych fanów autorki i trylogii Jeźdźca miedzianego. Ja do tej grupy nie należę, więc książka nie przypadła mi specjalnie do gustu. Nie wiem co tu mogę więcej napisać? Po prostu nic ciekawego tu nie znalazła, męczyłam się przy czytaniu, gdyż było to na zasadzie, jak już zaczęłam to skończę i ciągle miałam nadzieję, że doczekam się tego romansu ;) ale no cóż do samego końca nic takiego nie miało miejsca.

10 komentarzy:

  1. Ja jeszcze nie czytałam trylogii Jeźdźca miedzianego. Wszystko przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam żadnej książki tej autorki, aczkolwiek jej nazwisko jest mi dobrze znane. Jakoś tak się składa, że ciągle, koniec końców, sięgam po innych twórców i ich utwory, które bardziej wpadają mi w oko. Mimo wszystko, chciałabym kiedyś wreszcie zmierzyć się z prozą Paulliny Simmons, by sprawdzić, czy mi odpowiada. Jednakże "Sześć dni w Leningradzie" sobie odpuszczę, jeśli chodzi o coś, co miałoby iść na pierwszy ogień. Najpierw wolałabym np. słynny cykl "Jeździec miedziany". Przy okazji dziękuję ślicznie za odwiedziny na moim blogu. Również zaczęłam obserwować Twoją stronę (jako Julita) i chętnie będę do Ciebie zaglądać. Pozdrawiam cieplutko. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro książka męczy, to raczej nie sięgnę po nią :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trylogii nie czytałam, autorki nie znam, więc raczej wątpię, czy sięgnę po książkę, poniekąd biograficzną. A przynajmniej ciut, bo opisywała przecież wydarzenia z własnego życia, czyż nie? :)
    Też dołączyłam do obserwatorów. ;)

    www.pomistrzowsku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam książek tej autorki, więc nie wiem czy byłabym jej fanką,ale na razie nie planuje czytać tej książki.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowanie się nie skuszę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam autorki i szczerze mówiąc nie jestem też wielką fanką romansów. Ale bardzo przyjemnie czytało mi się Twoją recenzję, za co pięknie dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj zdecydowanie nie moje klimaty. Ale wiadomo, każdego się nie zadowoli.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja mam ochotę przeczytać cala trylogie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim moim czytelnikom za odwiedziny i pozostawienie choćby krótkiego komentarza.